co czyni cię nie-joginem

Kilka lat temu podczas, podczas podróży po Indiach, natknęłam się na książkę o intrygującym tytule „Co czyni  Cię nie buddystą” napisaną przez jeszcze bardziej intrygującego mnicha tybetańskiego Dzongsar Khyentse Rinpocze.

Ponieważ był to akurat okres kiedy zatrzymałam się w McLeod Ganj (siedzibie rządu tybetańskiego na uchodźstwie) i bardzo intensywnie zgłębiałam się w tajniki buddyzmu tybetańskiego, koniecznie chciałam sprawdzić, jakie kryteria trzeba spełnić, żeby buddystą nie być.

 Książka okazała się bardzo lekka i przyjemna, pozbawiona przeintelektualizowanego żargonu akademickiego, ale trafiająca w samo sedno rozterek zagubionej wśród natłoku materializmu duchowego młodej buddystki. Khyentse Rinpocze w umiejętny sposób radzi sobie ze stereotypami dotyczącymi duchowości i rozprawia się z wizerunkiem buddysty.

Całe przesłanie książki może się sprowadzić do stwierdzenia, że „nie szata zdobi człowieka” (ani „habit czyni mnicha”). Jedynym sposobem na bycie buddystą jest praktyka, a szczególnie refleksja nad ulotnością i zmiennością bytu oraz nicością (zrozumieniem tego, że nic we wszechświecie nie istnieje samo przez siebie a jedynie w zależności). To tak po krótce o filozofii buddyjskiej, dla zagłębienia tematu zachęcam do lektury. 

młodzi mnisi buddyjscy w Ladakh

Jeśli chodzi o jogę, to sprawa ma się bardzo podobnie. Duchowy materializm, agresywny marketing, nadmuchane ego, kręgi wpływów, treningi, które trzeba odbyć… i do tego wszystkiego dochodzi wizerunek, w który trzeba się wpasować. Wizerunek, który powinien odpowiadać standardom „świadomej osoby” ze stron magazynów jogi.

Praktyka i samodyscyplina często schodzą na drugie miejsce. A to właśnie praktyka leży w samym sercu jogi, a cała reszta jest tym, tym co czyni z nas nie-jogina.

mnich Jain medytujący w jaskini (Karnataka)

Od tego miesiąca biorę udział w warsztatach z Joga Sutr Patandźalego prowadzonych przez dr Kaustubha Dasikachar (wnuka Krishnamacharji, uważanego przez wielu za twórcę współczesnej jogi). Wczorajsze zajęcia były właśnie o tym, w jak wielkim stopniu joga jest przede wszystkim praktyką. Nie można się jej nauczyć z doświadczeń innych osób – nawet od najbardziej znanych autorytetów, albo z najlepszych książek. Nauczyciele i książki są tylko palcem wskazującym drogę. Jedynym sposobem jest regularna, szczera praktyka, której powinniśmy się uczyć od osób, które mają doświadczenie w tym co nam przekazują (czyli od wielu lat regularnie praktykują). Zdobywanie wiedzy z zaufanych źródeł jest bardzo istotne, żeby uniknąć pomyłek, co do tego czym joga jest.

Zanim jednak dowiemy się czym joga jest, warto zastanowić się nad tym czym ona nie jest. Na pewno nie jest jedynie fizyczną praktyką, dla młodych wysportowanych i gibkich kobiet. Nasze ciało może zmienić się w efekcie regularnej praktyki (i często tak się dzieje), o czym mówi wiele tradycyjnych tekstów jogi w kontekście oczyszczania ciała z toksyn. Kompletnym mitem jest fakt, że trzeba być elastycznym, żeby móc zacząć praktykować. Myśle, że to jest zupełne nieporozumienie, które bierze się stąd, że nie rozumiemy, że joga jest dyscypliną, która ma na celu przede wszystkim koncentrację. Praktyki fizyczne i oddechowe często są konieczne, ponieważ umysł przeciętnej osoby nie jest w stanie skoncentrować się na jednej rzeczy dłużej niż 30 sekund. Zaczynamy od ciała, bo jest to najłatwiejsze. Powoli wdrażamy do praktyki oddech. Poprzez regularną praktykę łączącą ruch i oddech po jakimś czasie nasza koncentracja się poprawia i jesteśmy w stanie wejść nawet w bardzo skomplikowane pozycje. Dzieje się to stopniowo i naturalnie, a nie na siłę.

Z pewnością możemy też iść na skróty, praktykując nieregularnie i robiąc dodatkowe ćwiczenia fizyczne, ale myśle, że z punktu widzenia jogi jest to raczej bezcelowe a z punktu widzenia zdrowia może nawet niebezpieczne.

Podsumowując: warto praktykować regularnie i doświadczyć na własnej skórze efektów jogi, a to co nie czyni nas joginem to brak praktyki.